Starosta pleszewski podsumowuje pierwszy rok pracy

Irena Kuczyńska
Starosta pleszewski Maciej Wasielewski
Starosta pleszewski Maciej Wasielewski Irena Kuczyńska
Obcinanie pensji swoim dotychczasowym współpracownikom, szukanie pieniędzy na podwyżki dla pracowników domów pomocy, spłacanie 47 mln powiatowego długu rozpisane do 2032 roku - to problemy, z którymi zetknął się w pierwszym roku pracy Maciej Wasielewski

W grudniu minął rok pana rządów. Czy nie żałuje pan decyzji sprzed roku, zwłaszcza, że był pan pracownikiem starostwa i miał pan zostać przełożonym swoich kolegów?
– Nie żałuję, tym bardziej, że znałem wszystkich pracowników w starostwie. Podjąłem się tego dla dobra urzędu. Ja najbardziej przystawałem do warunków zawartych w umowie koalicyjnej. Byli inni chętni, ale nie byli akceptowani przez koalicję, która powstała po wyborach. Świadomość trudności, przede wszystkim wielkiego zadłużenia powiatu oraz wdrożenia wielkiego programu oszczędnościowego miałem.
Jakie decyzje były dla pana najtrudniejsze?
- Kiedy musiałem usiąść naprzeciwko moich kolegów i patrząc im prosto w oczy, powiedzieć, że niestety, będą mieli niższe pensje. To było bardzo trudne, szczególnie w przypadku moich dotychczasowych najbliższych współpracowników.
Kilkanaście osób straciło ponad 1000 zł miesięcznie. Niektórym trzeba było odebrać nominacje i pieniądze, które w ostatnich dniach swojego urzędowania wręczył starosta Michał Karalus. Niektóre osoby same odeszły z pracy, nie przyjmując nowych warunków, inne przeczuwały, że podwyżki i nominacje mogły być tylko na ,,trochę’’ i nic nie mówiły. Ale szukanie oszczędności było w umowie koalicyjnej. W 2015 roku na pensjach w starostwie zaoszczędzono 500 000 zł, w 2016 będzie to milion oszczędności.
Aż tyle?
- Tak, bo nie będziemy musieli płacić odpraw odchodzącym z pracy. W 2015 roku takich odpraw musieliśmy wypłacić pracownikom i poprzednim władzom kilkaset tysięcy a dodatkowo mamy teraz tańszych pracowników. Nie zamierzamy także zatrudniać nowych pracowników.
Obcinanie pensji i zatrudnienia w starostwie to zaledwie jeden z elementów planu oszczędnościowego. Wiadomo, że powiat pleszewski najbardziej zadłużony w Wielkopolsce ma do spłacenia 47 mln zł. Jaka jest perspektywa spłacenia tego zadłużenia, przecież do sprzedania za dużo już powiat nie ma?
- Spłatę długów mamy rozpisaną do 2032 roku. Potężne są odsetki. Dług nie jest malejący. Np. w tym roku spłacamy 1,5 mln zł, w przyszłym roku 2,6 mln zł, a w 2023 roku zaplanowano do spłaty 5 milionów.
Jest nadzieja, bo przy oszczędnym gospodarowaniu w 2016 roku oddamy 2,6 mln długu, nie zaciągając kredytu na spłatę kredytu. Nawet wygospodarujemy 3 mln na inwestycje drogowe.
Jeśli chodzi o majątek powiatu to mamy jeszcze około 100 ha do sprzedania, ale są korzystne dzierżawy do 2018 roku.
Pana poprzednik szedł w kredyty, czy pan też tak będzie robił, żeby zadowolić tych, którzy chcę mieć drogi wszystkie już wyremontowane?
- Te pieniądze nie były przejedzone, bo zostały drogi powiatowe, docieplone budynki w Pleszewie, w Marszewie liceum wyremontowane w ramach Jessiki. A to wszystko trzeba oddać. Były dofinansowania, ale wkład własny powiat musiał wyłożyć.
Na przykład teraz na moje biurko spłynęły od burmistrzów i wójtów postulaty o remonty dróg, które by kosztowały 70 mln, czyli tyle ile wynosi budżet powiatu. A my możemy remontować to, na co nas stać i to na co otrzymamy dotację. Jeśli będzie korzystna, a wkład własny będzie 15 %, to pewnie nawet o kredycie pomyślę. Uważam, że poprzednik przesadzał jeśli chodzi o promocję. Szło na to 200 000 zł na rok. I nie zawsze wystarczało. Na 2016 rok mamy 150 000 zł i musi wystarczyć.
Ostatnio absolwenci gimnazjów uciekają do szkół w Kaliszu, w Ostrowie Wlkp. w Jarocinie. Jak pan zamierza powstrzymać tę tendencję?
- Szkoły powinny się bronić poziomem i wysokimi wynikami egzaminów. My możemy jedynie zadbać o transport. Aktualnie opracowujemy z gminami plan transportowy, najkorzystniejszy dla dzieciaków. Pomaga go opracowywać firma zewnętrzna. Jeśli go nie zaprezentujemy Marszałkowi Województwa, wtedy utracimy możliwość zniżek na bilety miesięczne. A ulgowe bilety i dobry dojazd jest zachętą do nauki w szkołach naszych. Jednak zmusić nikogo nie można do wyboru naszych szkół, to nie jest Białoruś.
W szkołach też brakuje pieniędzy. Wiemy, że związki zawodowe zaakceptowały regulamin dodatków specjalnych, który daje 300 000 zł oszczędności. Jednak to nie zbilansuje oświaty. Ma pan jakiś plan? Może powróci pomysł łączenia szkół?
- Jakieś pomysły są. Może połączenie Centrum Kształcenia Praktycznego z Zespołem Szkół Technicznych na Zielonej? A może utworzenie Centrum Usług Wspólnych , które umożliwi ustawa od 1 stycznia 2016 roku. Wtedy wszystkie jednostki (szkoły, domy pomocy społecznej) miałyby wspólną księgowość, administrację i przetargi w jednym miejscu, na przykład na strychu gmachu starostwa, który można zaadaptować. Teraz nie zawsze wiemy, ,,na na czym stoimy’’. Zamierzamy zarabiać też na kursach kwalifikacyjnych w CKP, w ZSP-P w Marszewie i w ZSU-G.
Co pan uważa za swój sukces?
- Szybko roku zorientowałem się, że pensje pracowników domów opieki społecznej są na opłakanym poziomie. Przy tak ciężkiej pracy pensja zasadnicza czasami wynosi 1470 zł. Najniższa krajowa łatana jest dodatkami. Żeby pensje były wyższe, powiat musi dołożyć dyrektorowi DPS-u. Robimy wszystko, aby od przyszłego roku każdy dostanie do pensji po 100 zł, żeby mieli chociaż 1570 zł brutto. Musimy to znaleźć dla około 280 osób, bo tylu pracuje w Pleszewie i w Fabianowie. Gdybyśmy chcieli wszystkim wyrównać do najniższej krajowej, musielibyśmy mieć tylko na pleszewski DPS 1 mln zł. A tego nie mamy. Żeby podnieść wszystkim chociaż o 100 zł na sam Pleszew potrzebujemy 200 000 zł. I to będziemy się starali zapewnić.
Czy obecność byłego starosty jako radnego na sesjach, nie stanowi dyskomfortu dla pana. Czasem lubi podkreślać ,,jak ja byłem starostą’’...
- Rzeczywiście, czasem pyta na sesjach, ale to pewnie dlatego, że nie uczestniczy w spotkaniach koalicyjnych, gdzie wcześniej wszystko omawiamy.
Czasami nie ma racji, ale ja nie protestuję, bo po co? Nie czerpię z jego doświadczeń. Co poniedziałek spotykamy się z wicestarostą Eugeniuszem Małeckim, skarbnikiem Mariuszem Gramalą i panią sekretarz Bogusławą Prażuchą i omawiamy sprawy. Czasem zapraszamy szefa jednostki. Nigdy nie podejmuję decyzji zza biurka.
W poprzednich kadencjach gazety rozpisywały się o konfliktach na linii ratusz, starostwo. Teraz nie ma o czym pisać. Czy to osoba wicestarosty, który przyszedł ,,z miasta’’ jest gwarantem spokoju?
- Ja się z miastem zawsze dogadywałem jako szef LZS-ów. Zawsze jak jest problem siadamy i go rozwiązujemy. Poprzednie konflikty , może to za mocne słowo - to była kwestia osobowości. Wiadomo, że Michał Karalus był trochę impulsywny, a Marian Adamek nie był mu dłużny. Ja mam inny charakter.
Pana żona jest wiceburmistrzem Dobrzycy od kilku lat. Pan jest starostą od roku. Czy sprawy służbowe przenosicie do domu?
- Wiadomo, w domu jak to w domu, dyskutuje się o różnych sprawach. Oczywiście o pracy też. Siadamy z rozporządzeniami i przeglądamy z żoną papiery jeszcze raz. W przypadku dotacji na remonty dróg sprawdzamy, która droga ma szansę. I nie zawsze jest to (tu śmiech) droga w gminie Dobrzyca. Teraz udało się pozyskać dotację na drogę Lenartowicką w Pleszewie i Ostrowską w Kościelnej Wsi.To będziemy ją robić.

Aby dużo zarabiać trzeba być...Zobacz listę zawodów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie