PROCES POLICJANTÓW: Wszyscy winni. Sąd warunkowo umorzył postępowanie w zawieszeniu [ZDJĘCIA]

Wiesław Zdobylak
Oskarżeni policjanci: (od lewej) oficer dyżurny K., członkowie patrolu drogówki W. i S. oraz kierownik zmiany Sz.
Oskarżeni policjanci: (od lewej) oficer dyżurny K., członkowie patrolu drogówki W. i S. oraz kierownik zmiany Sz. Wiesław Zdobylak
W czwartek 18 kwietnia sędzia Sądu Rejonowego w Krotoszynie Małgorzata Kurjata wydała wyrok w głośnej sprawie niedopełnienia obowiązków przez krotoszyńskich policjantów, którzy 10 listopada 2017 r. nie ustalili sprawcy potrącenia rowerzysty i ucieczki z miejsca zdarzenia oraz nie wykonali badania na stan trzeźwości u znanego krotoszyńskiego przedsiębiorcy budowlanego, który był podejrzewany o dokonanie tego czynu. Sąd uznał wszystkich czterech oskarżonych: oficera dyżurnego, dwóch członków patrolu ruchu drogowego oraz kierownika zmiany, który ów patrol wzmocnił, winnymi działania wspólnie i w porozumieniu oraz umyślnego niedopełnienia obowiązków na szkodę pokrzywdzonego rowerzysty i interesu publicznego. Sąd wobec wszystkich orzekł warunkowe umorzenie postępowania w zawieszeniu na okres 1 i 2 lat, zapłaty nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej w wysokości 1000, 2000 i 2500 zł oraz pokrycia kosztów procesu w wysokości 140 zł na osobę. Wyrok jest nieprawomocny. Oskarżeni zapowiedzieli apelacje.

Wyrok w tej głośnej sprawie zapadł w czwartek 18 kwietnia przed Sądem Rejonowym w Krotoszynie. Na ławie oskarżonych zasiadło 4 krotoszyńskich policjantów: oficer dyżurny K., funkcjonariusze patrolu drogówki W. i S. oraz kierownik zmiany Sz., którzy w dniu 10 listopada 2017 roku niedopełnili obowiązków służbowych nie ustalając sprawcy potrącenia rowerzysty i ucieczki z miejsca zdarzenia (za co został skazany przez sąd I instancji znany krotoszyński przedsiębiorca budowlany) oraz nie przeprowadzając u podejrzanego VIP-a oraz jego żony badania na stan trzeźwości, czym działali na szkodę pokrzywdzonego rowerzysty oraz interesu publicznego.

Wzmocniony patrol miał najmniej informacji
Sąd ustalił bezspornie winę oskarżonych. Stwierdził przy tym, że już w kilkanaście minut po zdarzeniu wielu wyższych oficerów obecnych w tym czasie na dyżurce komendy powiatowej policji w Krotoszynie wiedziało, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że sprawcą kolizji i ucieczki z miejsca zdarzenia był znany lokalny przedsiębiorca. Nie poinformowali jednak o tym podwładnych.
– Trudno nie mieć wrażenia, że pół komendy wiedziało, o kogo chodzi, a patrol który jechał [do miejsca zamieszkania przedsiębiorcy – WZ] miał najmniej informacji, co jednak nie zwalnia ich z odpowiedzialności, bo panowie powinni zapytać o szczegóły zdarzenia dyżurnego, który powinien im wtedy przekazać całą wiedzę, którą na ten temat ma, ale tutaj też nie było większej woli o pytanie się o szczegóły zdarzenia – stwierdziła na wstępie ustnych motywów wyroku sędzia Małgorzata Kurjata.

Niejasna rola zastępcy komendanta
Warto wspomnieć, że wzmocniony 3-osobowy patrol policji, który udał się do miejsca zamieszkania lokalnego VIP-a, został przez niego wpuszczony do domu, ale po odbyciu krótkiej rozmowy został z niego wyproszony.
Wizyta nie przebiegała zgodnie z procedurami, bo oskarżeni nie wylegitymowali domowników, nie ustalili, kto z nich kierował land roverem wskazanym przez świadka, który ścigał pojazd i ustalił tożsamość kierowcy, wreszcie nie wykonali badania trzeźwości. Dokonali jedynie szczegółowych oględzin uszkodzonego pojazdu, który stał pod domem. A kiedy było już jasne, kto jest sprawcą kolizji, co ustalili inni policjanci w trakcie wykonywania czynności z udziałem świadków, nie weszli siłowo ponownie do domu przedsiębiorcy celem jego zatrzymania, a następnie pobrania próbek krwi. Takie polecenie powinni wydać im przełożeni (zastępca komendanta Sz., naczelnik wydziału kryminalnego M., oficer dyżurny K.), a nawet kierownik zmiany Sz. będący na miejscu wraz z patrolem drogówki.
– Nie udało się wyjaśnić roli wicekomendanta Sz., który nie wydał polecenia ponownego wejścia do domu sprawcy, mimo iż chciał być o wszystkim informowany i w żołnierskich słowach domagał się zdecydowanych działań patrolu. Niejasna jest też rola naczelnika M., który na polecenie wicekomendanta Sz. miał udzielić dyżurnemu K. wsparcia i doradztwa, kiedy było już praktycznie pewne, że sprawcą kolizji jest lokalny VIP – mówiła sędzia Kurjata, dodając, że naczelnik M. tego nie zrobił, nie odbierał od dyżurnego K. telefonów, nie oddzwaniał, przez co ten był zdezorientowany i polecenia ponownego siłowego wejścia patrolowi nie wydał (na wyraźną sugestię naczelnika M.), choć jako oficer dyżurny mógł to samodzielnie uczynić.

Działali wspólnie i w porozumieniu
Sąd w toku badania sprawy uznał, iż oskarżeni mieli świadomość, że niedopełnili obowiązków służbowych, a ich zachowanie mogło wpłynąć na przebieg wyjaśniania wszystkich okoliczności potrącenia rowerzysty i skazania sprawcy zdarzenia na adekwatną karę.
– Sąd przyjął, iż oskarżeni działali wspólnie i w porozumieniu, co nie oznacza, że wspólnie ustalali wersję wydarzeń lub treść zeznań. Funkcjonariusze nie wykonywali określonych czynności, co przyniosło takie a nie inne efekty. Żaden z nich nie przeciwstawiał się takim działaniom ani nie wykonał niczego więcej – wyjaśniała sędzia Kurjata.
Ponadto sąd stwierdził, że policjanci drogówki sporządzili lakoniczne notatki, niemal tożsame, a z kolei kierownik zmiany Sz. nie wydał im polecenia wykonania określonych czynności ani sam ich nie wykonał.

Wyrok sądu: warunkowe umorzenie postępowania
Krotoszyńscy policjanci zostali skazani z art. 231 par. 1 Kodeksu karnego. Zdaniem sądu swoim zachowaniem naruszyli oni zaufanie do funkcjonariuszy publicznych oraz działali na szkodę potrąconego rowerzysty oraz interesu publicznego.
Sąd uznał wszystkich winnymi zarzucanych im czynów i warunkowo umorzył postępowanie na okres próby 1 roku (policjanci drogówki W. i S. oraz kierownik zmiany Sz.) lub 2 lat (dyżurny K.). Sąd ponadto zasądził od wszystkich skazanych wpłacenie na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej 1000 zł (policjanci W. i S.), 2000 zł (kierownik Sz.) i 2500 zł (dyżurny K.). Obciążył ich też kosztami postępowania sądowego (po 140 zł).

Wideo

Dodaj ogłoszenie