Lech - Jakub Wilk odżył po zmianie trenera

Maciej Lehmann
Jakub Wilk tuż po strzeleniu gola warszawskiej Polonii
Jakub Wilk tuż po strzeleniu gola warszawskiej Polonii Marek Zakrzewski
Który trener nie chciałby mieć w zespole takiego piłkarza jak Jakub Wilk? Waleczny, dobry technicznie, dysponujący nieszablonowym dryblingiem, przydatny nie tylko w ofensywie, ale także gdy trzeba przeciwnikowi odebrać piłkę.

No i ta lewa noga, którą potrafi strzelać niezwykłej urody gole. A jednak Jacek Zieliński, który przed zwolnieniem często narzekał, że ma wąską ławkę rezerwowych, kompletnie ignorował wychowanka Lecha. "Wilczek" często nie łapał się do meczowej osiemnastki. Przed meczem z Zagłębiem, do którego przygotowywał się z całą drużyną, musiał opuścić szatnię. Nie pozostało mu nic innego, jak wsiąść do samochodu i wyjechać ze stadionu. Niespełna miesiąc po tym zdarzeniu był jednym z najlepszych aktorów bardzo dobrego widowiska, jakim był pojedynek Lech - Lechia. Jak to możliwe?

Ryszard Kuźma, asystent zarówno Jacka Zielińskiego jak i Jose Bakero, zapytany na pomeczowej konferencji prasowej o powody renesansu formy Wilka tak opowiadał o jego walorach: - Kuba rok temu był pewniakiem w kadrze Beenhakkera , więc to zawodnik na poziomie reprezentacyjnym. Pewnych umiejętności się nie zapomina, a on ma spore możliwości. Przyszedł nowy trener, więc i dla niego powiał mocniejszy wiatr. Pokazuje, na co go stać, choć stać go na jeszcze więcej.
- Tak chyba jest. Wcześniej też mogłem grać na lewej stronie, ale trener Zieliński ciągle szukał kogoś innego na to miejsce. Nie brał mnie jakoś pod uwagę, ale nie mam do niego żalu. Było, minęło. Nigdy się nie obrażałem, robiłem swoje na treningach i teraz są chyba efekty. Powtarzam więc: jak będę w rytmie meczowym, to będę grał jeszcze lepiej - powiedział Wilk.

Bardzo bolały go natomiast plotki, że z Krzysztofem Kotorowskim psuł atmosferę w drużynie.
- Niczego takiego nie było. Nie jesteśmy z Krzysiem takimi ludźmi, którzy od razu "burzą się", gdy nie grają - mówi lewoskrzydłowy Lecha.

Kuba twierdzi, że cały czas był w dobrej dyspozycji i nie miał żadnych problemów ze zdrowiem.
- Dobrze się czułem. Pokazałem to w meczu z Cracovią, wszedłem na boisko z ławki, strzeliłem bramkę, pokazałem się z dobrej strony. Myślałem, że dostanę kolejną szansę... No ale trudno, takie jest życie. Teraz zaufał mi trener Bakero i myślę, że nie zawodzę szkoleniowca i wywiązuję się ze swojej roli - powiedział Wilk, który w środowym meczu z Polonią Warszawa strzelił gola, który dał remis Lechowi, a w sobotę asystował przy pierwszej bramce Sławomira Peszki.

- Dobrze się rozumiemy ze Sławkiem. Raz ja mu dogram piłkę, innym razem on mi. Widziałem, że jest na czystej pozycji, aż głupio byłoby mu nie podać. Zrobił, co do niego należało. Po tym golu "Peszkin" przyrzekł mi, że się odwdzięczy. Może będzie to już w meczu z Polonią... - dodał Kuba.

Co ciekawe, w pierwszym meczu pod wodzą Bakero zagrał na prawej stronie. Miał podciąć skrzydło Manchesteru City, na którym na przemian szarżowali reprezentanci Anglii James Milner i Adam Johnson.
- W Lechu grałem już na tylu pozycjach, że nawet się nie zdziwiłem, kiedy przyszło mi grać na prawej stronie. Ale nie oszukujmy się, lepiej czuję się przy lewej linii - podkreśla 25-letni wychowanek poznańskiego klubu.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie