Pudzianowski, czyli robot o pięciu życiach, zapowiada, że komuś może stać się krzywda

Z Mariuszem Pudzianowskim, strongmanem, zawodnikiem mieszanych sztuk walki, rozmawia Oskar Berezowski
 Marcin Obara

Debiutował Pan na ringu podczas Konfrontacji Sztuk Walki i od razu rozpalił Pan wyobraźnię kibiców. Z resztą nie tylko ich, nawet przeciwnika. Marcin Najman, który przetrwał miedzy linami 44 sekundy stwierdził, że Pudzianowski to robot, który ma pięć żyć. Ostrzegł też potencjalnych przeciwników, że jest Pan tak silny, że może kiedyś, komuś zrobić na ringu krzywdę. Trochę cierpnie skóra po tych słowach.
Jeśli ktoś wychodzi do walki na ring, to nie po to, żeby się głaskać, albo pieścić swojego przeciwnika. Jeden człowiek może mieć kości twardsze, inny bardziej kruche. O tym decyduje genetyka, jego trening, predyspozycje, przygotowanie do starcia. Tak więc, to czy komuś stanie się krzywda nie zależy tylko ode mnie.

Komuś może stać się krzywda?
Oczywiście. Proszę pamiętać, że na ringu i bokserom czaszki pękały, łamali sobie szczęki ciężkimi ciosami i nikogo to nie dziwi. Każdy, kto wychodzi do pojedynku ze mną musi wkalkulować jakieś obrażenia w ryzyko wykonywanego przez siebie zawodu. Przecież profesjonalny kierowca rajdowy liczy się z tym, że może uczestniczyć w poważnym wypadku. Profesjonalista, który wychodzi między liny, nie ważne czy to boks, czy mieszane sztuki walki, musi zakładać ryzyko i mieć świadomość, że pojedynek może się skończyć jakimś urazem. Nawet ciężkim.

Ostatnio mówił Pan, że chciałby walczyć w Stanach Zjednoczonych.
Zaraz, zaraz. Chciałbym? Ktoś może źle zrozumiał moja wypowiedź. Więc ustalmy precyzyjnie: na razie nie myślę o wyjeździe do Stanów. W późniejszym okresie pewnie się to wydarzy. W tej chwili koncentruję się wyłącznie na treningach. Moim celem jest podniesienie umiejętności i jak najlepsze przygotowanie do kolejnej walki. Tak samo było, gdy zaczynałem karierę strongmana. Na początku pragnąłem być najlepszy w Polsce i wylewałem litry potu na treningu, żeby zrealizować ten plan. Gdy mi się to udało, ruszyłem oczko wyżej, moja ambicja była pozycja numer jeden w Europie. Dopiero potem postanowiłem podbić świat. Ta analogia pasuje też do tego co robię teraz: krok po kroku chcę piąć się wyżej.

Ale myśli Pan o USA?
Ameryka nie jest kolebką mieszanych sztuk walki. Można być najlepszym zawodnikiem nie startując w USA. Nie ma co demonizować wyjazdu tam. Wolę koncentrować się na tym, żeby być najlepszym w tym co robię niezależnie od miejsca rywalizacji. Można przecież toczyć świetne walki z bardzo dobrymi rywalami w Europie, Rosji. Dla mnie to bez różnicy.

Mówi Pan o kolebce. To w Japonii i Brazylii narodziły się podobne turnieje.
No właśnie, a w Stanach UFC (Ultimate Fighting Champion-ship) jest po prostu dobrze wypromowane.

Podoba się Panu UFC? Tam starcia są organizowane w oktagonie, która niektórzy nazywają klatką. Dla wielu osób to trochę przerażający widok. Wszedłby Pan do klatki?
Jak najbardziej. Klatka sprawia, że nie można mieć tylko silnych rąk, ale trzeba być wszechstronnym zawodnikiem.

UFC preferuje jednak fighterów, którzy uderzają.
UFC to tylko federacja, która organizuje starcia w mieszanych sztukach walki. Generalne zasady więc są takie same. Tam też bokser, nie wygra pojedynku tylko dzięki sile własnych pięści. Tam też trzeba mieć siłę, technikę, doskonałe umiejętności zapaśnicze, znać judo, boks, dobrze kopać. Klatka też jest dla wszechstronnych ludzi.

Wracając do kolebki. Chciał Pan kiedyś bić się w Japonii w K-1. Prowadził Pan nawet nieoficjalne negocjacje? Dlaczego się nie udało?
Nie zdołali spełnić moich warunków więc odłożyłem to sobie na później, miałem inne priorytety.

To od kiedy interesował się Pan takimi wyzwaniami jak K-1, czy mieszane sztuki walki.
Od dawna. Trenowałem przecież karate kyokushin, bawiłem się też trochę w boks.

To dlaczego nie zobaczyliśmy Pana wcześniej w ringu?
Do tej pory jednak lepiej można było zarobić na noszeniu żelastwa, a sport to mój zawód, więc musiałem wybrać bardziej intratne zajęcie. Teraz mieszane sztuki walki trochę inaczej wyglądają, choć w Polsce większość zawodników wciąż dostaje jakieś małe pieniądze.

Ma Pan jakiś cel w postaci określonego przeciwnika z najwyższej półki?
Jest kilku naprawdę dobrych zawodników; na przykład Rosjanin Fiodor Emelianenko, bardzo mi się podoba jak walczy Mirko "CroCop" Filipovic, czy Wanderlei Silva. Ale nie trenuję w tej chwili z myślą, że będę kiedyś z nimi walczył: to raczej jest jakaś inspiracja.

Zaczął Pan już przygotowania do kolejnego pojedynku w KSW?
Już ćwiczę. Rano chodzę na siłownię, potem trening wytrzymałościowy, czyli biegi, albo jazda na rowerze, wieczorem trening techniczny na mecie: boks, zapasy. Wszystko jest już poukładane jak trzeba. To nie jest jeszcze 100 procent pracy, jaką będę wykonywał wkrótce, bo nie byłbym w stanie tego wytrzymać.

Gdzie Pan trenuje technikę?
Głównie w Warszawie: boks na Legii, na Gwardii zapasy, jujitsu i inne pokrewne sztuki na Akademii Wychowania Fizycznego.

Podobno szuka Pan nowego trenera mma? Nie układa się współpraca z Mirosławem Oknińskim?
To bzdura. W moim teamie nie ma żadnych zgrzytów. Wszystko idzie swoim torem.

Mariusz Pudzianowski to symbol siły. Łatwo jest Panu znaleźć chętnych do treningu?
Nie mam z tym wielkich problemów. Trenuję z każdym dobrym zawodnikiem jaki chce przyjść do mnie na zajęcia. Nie zauważyłem, żeby ktoś się bał. Ćwiczę i z takimi ważącymi po 120 kilogramów i z takimi o masie 85 kg. Z tymi lżejszymi trenuję uważniej, oni są szybsi, ale i ja muszę uważać, żeby nie wkładać 100-procentowej siły. Z resztą nie używam na zajęciach całej mocy w uderzenia. A jak chcę, żeby ktoś dał mi w kość, to po prostu robię szybsze zmiany partnerów i jak mają dwie minuty, to naprawdę są w stanie w tym czasie się zajechać.

Ma Pan dużo propozycji na kolejna walkę?
Faktycznie jest tego sporo, ale w dużym stopniu to propozycje od gości, którzy chcą się trochę wypromować, niż poważne oferty. Staram się nie nakręcać tym szumem medialnym.

Informacja, że może się Pan bić z byłym hokeistą-zabijaką Krzysztofem Oliwą była prawdziwa?
Śmieję się z tego i nawet szkoda to komentować? W każdym razie nie rozmawiałem o walce z Oliwą. Ktoś wyssał to sobie z palca.

To ile walk z udziałem Mariusza Pudzianowskiego zobaczymy w tym roku ?
Planuję dwa pojedynki, najwyżej trzy.

Z kim?
Tego jeszcze nie wiem. Na pewno każdy kolejny przeciwnik będzie mocniejszy. Poza tym to my wybieramy rywala i my mu złożymy propozycję, nie odwrotnie. Mamy pięć, sześć nazwisk odpowiadających mojemu obecnemu poziomowi. Nie będą to jeszcze ludzie z najwyższej półki - nie od razu Rzym zbudowano.

Rozmawiał Pan z innymi strongmenami na temat swojej kariery w mma? Jakie są ich opinie?
Nie rozmawiałem z nimi. Każdy robi to, co uważa za słuszne i niech tak zostanie.

Spodziewał się Pan, że ta walka z Najmanem odbije się aż tak szerokim echem na świecie?
Spodziewałem się. Pamiętam choćby co działo się po Tańcu z Gwiazdami. Za co nowego się nie wezmę to wzbudza to duże zainteresowanie mediów. Na świecie mam ugruntowaną pozycję dzięki karierze strong-mana. Stacja ESPN transmitowała moje zawody do ponad 100 krajów. Relacje nadawane są w dobrym czasie antenowym. Moje nazwisko obija się więc w różnych mediach od dawna. Nie wychodzę jednak na ring dla rozgłosu, ja już mam swoją pozycję i nie muszę się dodatkowo promować. Szum niech robią wokół siebie muzycy, albo aktorzy, ja mam inne zajęcia.

Nie rezygnuje Pan z zawodów siłaczy?
W marcu startuję w Gdańsku, w kwietniu lecę do Afryki na zawody, w maju w jakiś imprezach w Polsce uczestniczę. Cały czas coś się będzie działo.

Jest Pan teraz bardziej strongmanem, czy zawodnikiem mma?
Jednym i drugim. Do mma też jest potrzebna siła, w strongmanach niezbędna jest ogólna sprawność i wytrzymałość. Mogę więc to wszystko ze sobą pogodzić.

Oskar Berezowski

  • Głos Wielkopolski

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Więcej na temat:

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3