Polacy w Londynie

Na Wyspach Brytyjskich jest w tej chwili około miliona Polaków. Wśród nich Kasia, Patrycja, Edward... Kasia Klin przyjechała tu dwa lata temu. Zaczynała od nalewania piwa w pubie w Milion Keynes.

Na Wyspach Brytyjskich jest w tej chwili około miliona Polaków. Wśród nich Kasia, Patrycja, Edward...

Kasia Klin przyjechała tu dwa lata temu. Zaczynała od nalewania piwa w pubie w Milion Keynes. – Ekipa była sympatyczna, więc i w pracy było sympatycznie. Jednak czułam, że chcę robić coś ambitniejszego – mówi absolwentka Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu. Po kilku miesiącach pracy na prowincji przyjechała do Londynu. Tu znalazła pracę w barze sałatkowym. I przeżyła szok. – To był bardzo ciężki wysiłek fizyczny, bez sekundy przerwy – mówi. Nieobce stało jej się mycie garów w ciasnej i dusznej kuchni bez działającej klimatyzacji. Gdy było więcej pracy, zostawali po godzinach bez dodatkowego wynagrodzenia.
Potem dostała ofertę z londyńskiego pubu tej samej sieci, w której pracowała wcześniej. I ponownie nudziła się za barem – tym razem jednak cała szczęśliwa. Wreszcie zgłosiła się do pracy w sieci barów Pret a Manger. Na reklamach uśmiechnięte twarze załogi, zarobki znacznie wyższe od przeciętnych. – Wybrali mnie spośród tysiąca chętnych, jacy podobno składają tam aplikację o pracę każdego tygodnia – mówi. I tu jednak praca dała jej się mocno we znaki. Ani chwili wytchnienia. Nawet jeśli nie ma ruchu, trzeba znaleźć sobie coś do roboty, bo inaczej gorszą znajdzie za ciebie szef.
Jej chłopak zauważył, że nie jest już tak radosna jak kiedyś. Wspólnie zdecydowali, że Kasia zwalnia się z baru i szuka pracy w swoim zawodzie. – Zaczęłam odżywać – dodaje. Wkrótce dostała propozycję pracy w Bloombergu, finansowej agencji informacyjnej. Po ponad miesiącu rekrutacji stało się – jest specjalistką od analizy danych ekonomicznych z Europy Środkowej. Ile zarabia – nie chce zdradzić. – Nareszcie czuję, że żyję. Oglądam w telewizji wiadomości ekonomiczne i co widzę w tle? Monitory z serwisem Bloomberga – z moją pracą!
Jej opracowania stanowią treść serwisów finansowych w telewizji, radiach, prasie i stronach internetowych. Praca Kasi stanowi obecnie najbardziej poważane źródło informacji finansowych na świecie.
Dewizą Bloomberga jest podawanie informacji dokładnych, sprawdzonych i w czasie, w którym zdarzenia mają miejsce, a największe wahania na giełdach mają miejsce właśnie w momencie podawania wyników finansowych. Tak więc czy to Nowy Jork, Londyn, czy Tokio – miliony giełdowych inwestorów czekają z zapartym tchem, aż mała Kasia naciśnie „enter” na klawiaturze swojego komputera.

„Tata” organizuje galerię

Edward Bartkowiak z Poznania w Londynie mieszka od roku. Tutaj próbuje aktywizować rodaków. Założył polski „Klub u Taty”, który mieści się w kawiarence internetowej „We!Art” Magdaleny i Mauricio, córki i zięcia pana Edwarda. – Po przyjeździe do Londynu zacząłem zastanawiać się, jak nasi rodacy spędzają tutaj wolny czas – mówi. Otwierając swój klub, chciał dać im szansę na ciekawe spędzenie wykradanych z tygodnia wolnych chwil. W ubiegłym roku ruszył z organizacją eskapad rowerowych wzdłuż brzegów Tamizy, z wyjściami na londyńskie pływalnie. Teraz wymyślił coś zupełnie nowego. – W każdy poniedziałek organizuję spotkania z grafikami i plastykami. Chcę, by ich prace ujrzały światło dzienne. Mottem przewodnim galerii ma być „ciężka praca Polaków w Wielkiej Brytanii”. – Chcę pomóc tym zdolnym ludziom, a Brytyjczykom uświadomić, jak tutaj jesteśmy traktowani – wyjaśnia.

Miłość za kasę

Patrycja skończyła w Rzeszowie marketing i zarządzanie. – Miałam tu, w Londynie koleżankę, więc zdecydowaliśmy, że ja tu przyjadę, zarobię, a mój chłopak dokończy swoje studia – mówi.
Najpierw sprzątała domy, potem sprzedawała buty. Jednak pieniędzy było za mało. Długo się zastanawiała, zanim zdecydowała się zadzwonić pod numer w ogłoszeniu. Pracuje w jednym z klubów w centrum Londynu. Wstęp tylko na karty członkowskie. Bankowcy, biznesmeni, poważni handlowcy. Prawie sami Anglicy. Nie ma Polaków. To duży plus – dodaje. Nic nie wyjdzie na zewnątrz... Klienci kulturalni, z konkretnymi wymaganiami. Poza tym działa tylko „na miejscu”. „Wyjazdy” są niebezpieczne.
Czy powiedziała swojemu chłopakowi o tym, co tu robi? – Nie rozśmieszaj mnie. Wszyscy myślą, że nadal pracuję w sklepie. Co zatem będzie jutro? – Nie wiem. Na dziś – żyję tu i zarabiam. Moralność, odpowiedzialność? W klubie pracuje kilka dziewczyn ze Wschodu, w tym Polki. Panny i mężatki. Wszystkie robią to dla pieniędzy. Ja też – dodaje. – A czego oczy nie widzą...

W białych kołnierzykach

Radosław Illing do Londynu przyjechał w 2003 roku. Ekonomista i prawnik, zaczął pracę w międzynarodowej kancelarii prawniczej w Warszawie. Potem pojechał na podyplomowe studia do USA. – Wróciłem do Warszawy i po roku otrzymałem propozycję pracy w londyńskim banku. Przyjąłem – mówi. – Zawsze chciałem pracować nad projektami, które niekoniecznie dotyczą Polski. Ma żonę i córkę w Polsce. Pracuje tutaj, ale bardzo często jeździ do domu w Warszawie. Rozłąka jest elementem tej pracy. Planują, że kiedy córka pójdzie do szkoły, obie przyjadą tutaj na stałe.
Teraz pracuje w banku jako prawnik. Zatrudnionych jest tu jeszcze 20 innych Polaków. – Pewnego razu zaczęliśmy rozmawiać o tym, że skoro Polaków w Londynie jest coraz więcej, warto się zjednoczyć – wyjaśnia. – Nasi rodacy są solidnymi pracownikami. O wiele mniej się nam płaci, ale o wiele więcej i lepiej pracujemy.
Tak powstał Polish City Club. Patronat przyjął ambasador RP w Londynie. – Naszym celem jest promocja Polski i Polaków. Uświadamiamy Anglikom, że Polska to miejsce do inwestycji – mówi.

Być coraz lepszym

Łukasz Przewłocki przyjechał do Londynu niedawno. – Tutaj dużo łatwiej realizować swoje marzenia – podkreśla. Jego pasją jest fotografowanie. W Warszawskiej Szkole Reklamy ukończył grafikę komputerową i fotografię, z wykształcenia jest fizykiem. Specjalnością Łukasza są portrety, chętnie jednakże utrwala na swoich zdjęciach miasto, zwłaszcza stare mury. W najbliższym czasie „zadebiutuje” na londyńskim rynku. Polskie Stowarzyszenie Artystów „Przylondek” organizuje mu wystawę prac.
Sam Londyn go urzekł. Miał także i dużo szczęścia. Pracę, jako grafik komputerowy, znalazł już po kilku dniach od przyjazdu. I w tejże firmie, produkującej szyldy sklepowe, pracuje do dziś.

Darek Zeller - Tekst i zdjęcia: Polish Express, Lo

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3